Nad Bałtykiem – Pomorze Zachodnie na rowerach.
Wrocław – Kołobrzeg – Śliwin – Wisełka – Lubin – Międzyzdroje – Wrocław
czas: 5 dni
termin: 17.08.2021 – 21.08.2021
Nad Bałtykiem na rowerach – na taki pomysł wpadliśmy pod koniec tych wakacji, których początek zaczął się dwutygodniową podróżą po Chorwacji. Tym razem postanowiliśmy pojechać na 5 dniową wycieczkę rowerową na Pomorze Zachodnie. Wybraliśmy odcinek trasy rowerowej Velo Baltica – EuroVelo 10/13 – R10 z Kołobrzegu do Międzyzdrojów. Do Kołobrzegu z Wrocławia dotarliśmy wraz z rowerami pociągiem. Powrót zaplanowaliśmy również pociągiem, ale z Międzyzdrojów. Nocowaliśmy w kwaterach prywatnych rezerwowanych na bieżąco.
Dzień 1 | Wrocław – Kołobrzeg
Pobudka na szczęście o ludzkiej godzinie 🙂 Wszystko spakowaliśmy dzień wcześniej w rowerowe sakwy i przygotowaliśmy pojazdy. Mieszkamy nieopodal dworca, więc w mgnieniu oka meldujemy się na peronie. Mamy oczywiście wykupione wcześniej bilety i dla nas, i dla rowerów. Miejsca na te drugie jest rzeczywiście niewiele, ale mieścimy się i po 9:30 ruszamy.
Po około 6 godzinach jesteśmy w Kołobrzegu. Wyładowanie rowerów idzie sprawnie i przed 16 ruszamy do zarezerwowanego dzień wcześniej pensjonatu. Tym razem uznaliśmy, że nie musi być on w centrum, bo przecież mamy rowery. Niestety trochę pada… Po pół godzinie udaje nam się dotrzeć na miejsce.
Kołobrzeg przywitał nas raczej płaczliwie i chłodno… Postanawiamy zmierzyć się z tym bez rowerów, zostawiając je na kwaterze i do centrum dojeżdżamy autobusem.



Zatrzymujemy się na szybką pizzę w jednym z lokali i pędzimy na plażę. Malownicze chmury i wzburzone morze rekompensują niedostatki pogodowe.
Wykorzystujemy moment bez deszczu i zanurzamy stopy w morzu. Oczywiście młodzieży nic nie jest w stanie powstrzymać! Nad Bałtykiem są trzeci raz.




Nadciągają jednak ciemne chmury i znowu zaczyna padać. Uciekamy więc do jednej z kawiarni na nadmorskim bulwarze.


Mimo upiornego wiatru, udaje nam się jeszcze zajrzeć na molo i przejść prowadzącym do niego deptakiem, ale szybko decydujemy się na powrót. Leje jak z cebra… dobrze, że nie musimy wracać rowerami 🙂
Na rowerze 4,5 km.
Dzień 2 | Kołobrzeg – Śliwin
Wstajemy wcześnie, bo przed nami pierwsze wyzwanie – musimy przejechać ponad 40 km do Śliwina, miejsca następnego noclegu. Trochę wieje, ale na szczęście nie pada. Szybkie śniadanie w Żabce i jedziemy!
Trasa jest wspaniała – biegnie sosnowym lasem. Do tego wychodzi słońce, jest pięknie. Zatrzymujemy się na postój na plaży przy miejscowości Dźwirzyno. Za nami pierwsze 10 km.

Wyciągamy kocyki i prowiant. Wiatr z impetem rozbija fale o drewniane ostrogi brzegowe. Dzieciaki szaleją nad brzegiem, brodząc po kolana w lodowatej wodzie i budując zamki w piachu.



Przerwa trwa aż godzinę, bo jest fajnie. Ale trzeba ruszać dalej.
Kolejne 15 km od Dźwirzyna do punktu widokowego Pogorzelica – Mrzeżyno zajmuje nam 1,5 godziny. Trasa biegnie głównie wzdłuż jezdni, ale jest bezpiecznie oddzielona pasem zieleni albo nawet płotkami od drogi i gładko wyasfaltowana. Jedzie się szybko i przyjemnie. Czasami tylko trochę kropi.




W punkcie widokowym odpoczywamy pół godziny i ruszamy dalej.

W tym miejscu trasa odbija nieco od wybrzeża i wiedzie leśną, nieutwardzoną ścieżką. Jest cicho, pusto i pięknie! Po 8 km dojeżdżamy do miejscowości Pogorzelica, gdzie dopada nas głód i zmęczenie. Na szczęście, na naszej drodze, jak na zamówienie, pojawia się Villa Toskana – fajny ogród, dobre jedzenie i przemiła, rodzinna atmosfera. Ponad godzinę delektujemy się tym odpoczynkiem.
Do Niechorza trasa rowerowa prowadzi wzdłuż linii kolejki wąskotorowej i jeziora Liwia Łuża. Jest bardzo malowniczo.


Zatrzymujemy się jeszcze na chwilę w Niechorzu, aby z plaży popatrzeć na latarnię morską i o 18 kończymy trasę w Śliwinie. Daliśmy radę!

Na rowerze 43 km.
Dzień 3 | Śliwin – Wisełka
Poranek wita nas ulewą, więc trochę jesteśmy zmartwieni, ale okazuje się, że mamy wyjątkowe szczęście do pogody na tej wyprawie. Zaraz po śniadaniu i spakowaniu przestaje padać i pojawia się słońce!
W Śliwinie nocujemy u znajomych w Osadzie Natura, które to miejsce gorąco polecamy! Tuż obok jest stacja, słynnej na Pomorzu Zachodnim, kolejki wąskotorowej i postanawiamy przejechać się nią do Trzęsacza. Kolejka jest śliczna – dla fanów pociągów punkt obowiązkowy! Zaraz za lokomotywą jest otwarty wagon na rowery. W środku pełno turystów, więc stoimy i podziwiamy widoki przez okno. Podróż trwa 15 minut i wszystko byłoby super gdyby nie zaskakująco drogie bilety…

Szybki rzut oka na ruiny kościoła na klifie w Trzęsaczu i o 12 jesteśmy znowu w trasie.


Przed Dziwnówkiem robimy jeszcze przystanek na klifie. Około godziny 15, przez Most Zwodzony w Dziwnowie, wjeżdżamy na wyspę Wolin.

Przejazd przez nadmorskie, popularne miejscowości to najsłabszy punkt całej trasy. Jest sierpień – szczyt sezonu, a pogoda nad Bałtykiem nie rozpieszcza, więc turyści okupują miejscowe deptaki, lokale i inne wakacyjne atrakcje. Momentami ciężko przejechać… Plusem jest to, że można zatrzymać się na jakiś posiłek. W Międzywodziu zatrzymujemy się więc na obiad w jednej z mniej obleganych restauracji i zjadamy dobre pierogi.
O 17 ruszamy dalej. Na tym odcinku trasa rowerowa dopiero powstaje i trwają przebudowy. Ostrożnie, ale udaje się przejechać. Przed Wisełką skręcamy w leśną dróżkę i objeżdżamy Jeziorko Zatorek. W Wisełce jesteśmy o 19.
Mamy wynajętą kwaterę w jednym z domów przy ulicy Leśnej i po zaparkowaniu rowerów i zameldowaniu się w pokoju łapiemy kocyk, prowiant i idziemy jeszcze nad morze. Do plaży z Wisełki jest prawie 2 km, ale udaje nam się zdążyć na piękny zachód słońca.






Na rowerze 38 km.
Dzień 4 | Wisełka – Lubin
Rano oczywiście leje… Na szczęście przytulna kawiarenka Miód Malina jest czynna i spędzamy tu przy kawce i śniadaniowym ciachu prawie godzinę, czekając aż trochę przestanie padać.
Wjeżdżamy do Wolińskiego Parku Narodowego. Piękną ścieżką przez las jedziemy zobaczyć żubry. Po godzinie jesteśmy w Zagrodzie Pokazowej Żubrów. Żubry wyglądają majestatycznie i spędzamy tu ponad godzinę.


Następnie zjeżdżamy z trasy EuroVelo, która biegnie już bezpośrednio do Międzyzdrojów i trochę wracamy a potem, leśnymi drogami, kierujemy się na południe. Rozpogadza się, powietrze jest świeże po deszczu i pachnące. W lesie nie spotykamy nikogo… I przekonujemy się za jakiś czas dlaczego – niestety nie ma jak bezpiecznie przejechać przez drogę krajową nr 3… Ścieżka kończy się nagle na płocie. Co gorsza, po drugiej stronie też jest płot. Podjeżdżamy kawałek dalej, szukając jakiejś dziury i trochę nielegalnie przeskakujemy na drugą stronę. Spoko. Nam takie przygody nie straszne 🙂


Chcemy dojechać do punktu widokowego Piaskowa Góra w Wapnicy. Ale jakoś nie przewidzieliśmy tego, że szlak będzie prowadził pod górę i to po schodach. Nie wycofujemy się jednak i po męczącej wspinaczce z rowerami podziwiamy piękne widoki na Jezioro Turkusowe.


Stąd już niedaleko do Lubina, gdzie zarezerwowaliśmy nocleg. Meldujemy się przed 17 ale okazuje się, że nigdzie nic nie zjemy… A w brzuszkach burczy potężnie dlatego decydujemy się pojechać taksówką do Międzyzdrojów. Zaliczamy pizzę, spacer po molo i wracamy, bo znowu zbiera się na deszcz.



Na rowerze 25 km.
Dzień 5 | Lubin – Międzyzdroje – Wrocław
Atrakcją, która zachęciła nas do przyjazdu do Lubina było Grodzisko, reklamowane jako jedna z najpiękniejszych atrakcji wyspy Wolin. I przekonujemy się, że nie są to przechwałki. Już o 10 kładziemy się na leżakach na zboczu Grodziska z niesamowitym widokiem na Zalew Szczeciński.



Oprócz pozostałości po wczesnośredniowiecznym grodzie jest tu punkt widokowy i kawiarnia. A także przestrzeń i spokój, bo tak wcześnie nie ma jeszcze za wielu turystów. To jest to, czego nam teraz trzeba. Jesteśmy trochę zmęczeni, trochę osmagani słońcem, wiatrem i deszczem i chwila biernego wypoczynku dobrze nam zrobi.


Leżymy, gadamy, albo popijamy kawę. Trochę spacerujemy, obserwujemy, robimy zdjęcia. Około południa, gdy pojawia się więcej ludzi, zbieramy się i jedziemy w stronę Międzyzdrojów.
Po drodze chłopaki zwiedzają jeszcze Muzeum militarne Bunkier V-3.

Jest piękna pogoda więc postanawiamy trochę poplażować i pospacerować nad Bałtykiem. Rowery zostawiamy przypięte przed wejściem na plażę.


Przed powrotem do Wrocławia postanawiamy trochę zaszaleć i idziemy na pożegnalną kolację do Restauracji Carmen na pl. Neptuna. Jest pysznie i sympatycznie.
Przed godziną 21 ruszamy pociągiem w stronę Wrocławia, a w domu jesteśmy o 3 rano.
Na rowerze 10 km.
To był naprawdę niezapomniany wyjazd! Na rowerze przejechaliśmy w sumie 120 km. Nieźle, jak na weekendowych rowerzystów 🙂 Nad Bałtykiem jest pięknie, zarówno przy dobrej pogodzie jak i tej chmurzastej, a Wyspa Wolin skrywa wiele wartych odwiedzenia miejsc. Na pewno jeszcze to powtórzymy, ale tym razem w drugą stronę, bo na zachód większą część trasy jechaliśmy pod wiatr.

