Góry Opawskie – złotą granią w letnim słońcu.
Wrocław – Pokrzywna – Biskupia Kopa – Zlaté Hory – Głuchołazy – Wrocław
czas: 2 dni
termin: 01.08.2019 – 02.08.2019
Góry Opawskie to było dla nas nowe miejsce, które postanowiliśmy odwiedzić dwa tygodnie po wycieczce w Góry Izerskie. Trafiliśmy w piękną pogodę, obłędne widoki a także niesamowity spokój.
Dzień 1 | Pokrzywna – Biskupia Kopa
Z Wrocławia do Głuchołaz dojeżdżamy autobusem, następnie busem do Pokrzywnej. Wysiadamy na przystanku Pokrzywna II Cicha Dolina i przed 14-stą zaczynamy wędrówkę w stronę Biskupiej Kopy. Przed nami około 7 km trasy. Idziemy najpierw ścieżką dydaktyczną zieloną, potem niebieskim szlakiem na Gwarkową Perć, gdzie oglądamy ciekawe formacje skalne. Tu szlak biegnie zacienionym lasem. Następnie przeskakujemy na szlak żółty do Przełęczy pod Zamkową Górą. Przed nami otwiera się przestrzeń i piękne widoki na Góry Opawskie. Idziemy czerwonym szlakiem wzdłuż granicy.




Podążamy praktycznie bezleśną granią, która jest efektem katastrofy ekologicznej sprzed kilku lat, kiedy trzeba było wyciąć spore połacie drzew zaatakowanych kornikiem. Z jednej strony wygląda to trochę smutno – wszędzie stoją kikuty pościnanych drzew albo pojedyncze, wyschnięte egzemplarze. Z drugiej strony efekt jest niezwykle malowniczy – całą trasę porastają puchate trawy, które złocą się w letnim słońcu i na tle niebieskiego nieba przywodzą na myśl toskańskie pejzaże.












Już z daleka widać schronisko, w którym mamy zarezerwowany nocleg, ale jeszcze spory kawałek przed nami. Idziemy powoli chłonąc te niezwykłe sceny, które tworzy przed nami natura, słońce i wiatr. Na szlaku jesteśmy zupełnie sami (środek tygodnia)! Góry Opawskie to chyba wciąż mało popularna i dzięki temu niezadeptana część Polski.















Na rozstaju ścieżek schodzimy na żółty szlak biegnący w stronę Schroniska „Pod Biskupią Kopą”. Na miejscu jesteśmy przed 18. Załapujemy się jeszcze na plachorki ziemniaczane 🙂


Pokoik oczywiście w standardzie turystycznym ale widok z okna jest luksusowy!


Zostawiamy plecaki i biegniemy jeszcze na czeską stronę na punkt widokowy obejrzeć zachód słońca. Wow!




Po powrocie wskakujemy pod kołderki i otula nas górska ciemność i głucha cisza. W schronisku oprócz obsługi i nas nikogo nie ma.
Dzień 2 | Biskupia Kopa – Głuchołazy
Budzi nas piękne słońce i znowu prawie bezchmurne niebo. I ten widok!


Po solidnej jajecznicy x 4 ruszamy na szczyt. Biskupia Kopa vel Biskupská Kupa położona jest na polsko-czeskiej granicy. Na samym szczycie jest biała wieża obserwacyjna. Wokół atmosfera jest trochę dziwna ni to czeska ni to polska. Czuć jakieś napięcie. Ale widoki rewelacyjne. Jak na dłoni widać całą „łysą” grań, którą przeszliśmy.



Schodzimy zielonym na Zlaté Hory. Po drodze przyglądamy się wnikliwie ciekawej formacji skalnej Mnichův Kámen.




Zlaté Hory okazują się być bardzo spokojnym i cichym miasteczkiem. Nic się nie dzieje. Paru lokalsów siedzi w pubie na piwie, zupełnie nie zwracając na nas uwagi. Znajdujemy jakąś czynną restaurację i klasycznie wcinamy smażony ser plus piwo. Potem idziemy w stronę czeskiej granicy średnio fajną drogą bez pobocza. Na szczęście ruch jest niewielki. Przechodzimy przez nieczynne przejście graniczne Konradów-Zlaté Hory, gdzie wciąż stoi budynek straży granicznej z wiatą. Dzieciom tłumaczymy, że kiedyś tu była kontrola i się sprawdzało paszporty ale nie bardzo nam wierzą… Po polskiej stronie odbijamy na czerwony szlak w lewo, żeby nie iść dalej ulicą. Wchodzimy w przyjemny lasek i w jego cieniu dochodzimy do Głuchołaz.



W Głuchołazach doczłapujemy jeszcze resztkami sił do przystanku i podziwiając zachodzące słońce z okien autobusu wracamy do Wrocławia.


