Cypr – aktywna majówka z przygodami.
Wrocław – Larnaka – Wąwóz Avakas – Skała Afrodyty – Pafos – Larnaka – Wrocław
czas: 4 dni
termin: 03.05.2022 – 07.05.2022
Cypr zamarzył nam się jako krótka, majowa wyprawa. Ostatnio na majówce byliśmy za granicą w Portugalii, wtedy mieliśmy jednak aż 8 dni wolnego. Czy da się zaplanować cztery dni, żeby zobaczyć interesujące nas atrakcje? Postanawiamy spróbować i kupujemy bilety z Wrocławia do Larnaki. Lepiej byłoby połączyć to z lotami do lub z Pafos ale terminy nam nie pasują. Podręczny bagaż, który tradycyjnie pomaga nam pakować kot :), okulary przeciwsłoneczne i 3 maja po południu – lecimy!


Do Larnaki przylatujemy przed godziną 23. Wita nas miłe, wieczorne ciepełko. Autobusem docieramy do zarezerwowanego apartamentu i idziemy spać. Musimy być gotowi na przygody od rana.
Dzień 1 | Larnaka
Nocujemy w samym centrum, niedaleko mariny, więc po porannym ogarnięciu się i spakowaniu (bo spędzamy tu tylko jedną noc) lecimy na poszukiwanie śniadania.
Centrum Larnaki sprawia wrażenie chaotycznego. Króluje tu nijaka architektura, w większości współczesna. Czuć jeszcze powiew lat 70-80 zeszłego wieku. Jest sporo remontów i prac budowlanych na ulicach. Przed południem ciężko nam znaleźć coś otwartego, ale po jakimś czasie trafiamy do Takis Kebab House, gdzie dostajemy pyszne, cypryjskie śniadanie.


Po obfitym posiłku ruszamy na poszukiwanie zabytków. Zaraz za zakrętem z chaosu wyłania się przepiękna Cerkiew św. Łazarza.

Zwiedzamy na zewnątrz i w środku, podziwiając kamienną budowlę i misternie zdobiony barokowy ikonostas.








Mimo licznych przebudów, a nawet zmian wyznań, budynek zachował swój urok i wygląda jak perełka wśród wątpliwej urody zabudowy Larnaki. Ponieważ chodzimy z plecakami, a słońce już praży, zwiedzamy cerkiew na raty – dwoje z nas czeka przy plecakach w cieniu portyku, a pozostała dwójka zwiedza i potem zmiana.








Następnie udajemy się w stronę wybrzeża, gdzie zwiedzamy średniowieczny zamek, w którym znajduje się obecnie muzeum. Chodzimy chwilę po murach skąd rozpościera się piękny widok na morze a także pobliski meczet z wieżą, z której właśnie muezin wzywa do modlitwy.





W okolicy 13 robi się już bardzo ciepło. Meldujemy się na miejskiej plaży, przy głównej promenadzie Finikoudes, skąd na szczęście odjeżdża za dwie godziny nasz autobus do Pafos.

Przy promenadzie jest bar więc uzupełniamy płyny, dzieciaki szaleją na materacu a my wypoczywamy w cieniu plażowego parasola. Po godz. 15 ruszamy autobusem w stronę Pafos. Po drodze mijamy zabytkowy akwedukt z XVIII w., który znajduje się przy wyjeździe z Larnaki.




W Limassol autobus zatrzymuje się na prawie godzinną przerwę na pasażerskim terminalu portowym, więc mamy czas na rozprostowanie nóg.
Pafos
Do Pafos dojeżdżamy o godz. 19 i pieszo docieramy do naszej wynajętej, tym razem na kolejne 3 noce, miejscówki.
Po zameldowaniu idziemy jeszcze do centrum na kolację. Wybór pada na Gourmet Taverna, z przyjemnym wystrojem, obsługą i smacznym jedzeniem. Wieczorny spacer powrotny sprawia, że momentalnie zasypiamy.
Dzień 2 | Wąwóz Avakas
Dzisiaj główna atrakcja naszego krótkiego wyjazdu na Cypr – Wąwóz Avakas! Niewiele znaleźliśmy informacji na temat tego miejsca, zarówno w przewodniku papierowym jak i intrenecie. Ale czujemy, że to coś dla nas.
Po solidnym śniadaniu w apartamencie, wyruszamy w stronę wybrzeża, zahaczając o sklep, gdzie uzupełniamy zapasy wody na wycieczkę. Pogoda jest trochę wietrzna, ale nie zanosi się na deszcz i jest ciepło.


Dojazd do Wąwozu Avakas
Z pętli autobusowej (Harbour station), położonej niedaleko wejścia do stanowiska archeologicznego Nea Pafos, ruszamy autobusem jadącym w stronę Coral Bay. Tu wszyscy wysiadają, a my przesiadamy się po 10 minutach do mniejszego busa. Kierowca wysadza nas przy restauracji Sunset Family Taverna w miejscowości Peyia. Cały przejazd – od Pafos do Peyia – łącznie z przystankiem w Coral Bay, trwa godzinę. Wszystkiego dowiadujemy się bezpośrednio u kierowców, którzy wyglądają na obytych z turystami 🙂
Ruszamy! Przed nami jeszcze spory kawałek do przejścia, zanim dotrzemy do wejścia do Wąwozu. Idziemy wśród lokalnej, wioskowej zabudowy, plantacji bananów, wysuszonych traw. Najpierw drogą asfaltową, potem szutrową. W oddali, między skałami, widać morze.





Robi się bardzo gorąco. Wiatr przewiewa chmury i z nieba leje się lepki żar, a idziemy w pełnym słońcu. Po około 45 minutach docieramy do parkingu przed wejściem na szlak. Zatrzymujemy się tu chwilę na odpoczynek. Wejście do wąwozu jest darmowe, nie ma tu obsługi ani żadnych punktów, gdzie można coś kupić, tak więc wszystko co potrzebne trzeba mieć ze sobą.
Wąwóz Avakas
Około godziny 13 wchodzimy na szlak. Na początku idziemy wśród bujnej, egzotycznej roślinności i pojawiających się już gdzieniegdzie ciekawych formacji skalnych. Często trzeba też przeskakiwać po kamieniach przez rzekę, która w tym miejscu malowniczo wije się między głazami.






Po około 30 minutach przyjemnego spaceru ściany wąwozu zaczynają się robić coraz wyższe, a przestrzeń między nimi coraz węższa. Na ścianach pojawiają się głębokie żłobienia, miękkie falowania, a słońce zostaje wysoko w górze i tutaj już nie dociera.




Po chwili docieramy do „punktu kulminacyjnego” Wąwozu Avakas – olbrzymiego głazu, który utknął między ścianami wąwozu, który w tym miejscu ma chwilami tylko 2-3 m szerokości.




Widoki stają się obłędne! Nie można przestać wydawać okrzyków zachwytu. Robi się chłodniej, w powietrzu czuć wilgoć i specyficzny zapach mokrych skał.

Widzimy, że wielu turystów kończy tutaj swoją wędrówkę i wraca na parking. My idziemy dalej, w towarzystwie zaledwie kilku osób. To miejsce jest absolutnie zachwycające!






Niebezpieczna przygoda
Idziemy powoli z głowami zadartymi do góry, ale też patrząc uważnie pod nogi bo kamienie są śliskie i trochę wody też jest. Chłoniemy ten magiczny spektakl, który zmalowała tu natura. Oszołomieni pięknem, zapominamy jak bardzo potrafi być niebezpieczna… Wtem! Robię krok i jednocześnie słyszę za sobą przeraźliwy huk i krzyk syna, któremu właśnie robiłam zdjęcie. Ze dwa metry za mną, w miejscu w którym przed sekundą stałam, rozbija się z impetem kamień wielkości arbuza… W okolicy zapada grobowa cisza. Stojący z 5 metrów przede mną syn, blady jak otaczające go skały, pyta czy nic mi nie jest. Miałam szczęście. Wszyscy mieliśmy. Ludzie, którzy szli za nami w popłochu się wycofują. My, szybko, ale jednak idziemy dalej do przodu…






Sytuacja się już nie powtarza, chociaż była bardzo niebezpieczna. Wąwóz jest w żaden sposób niezabezpieczony a górą biegają (jak się potem okazuje) dzikie kozy. Prawdopodobieństwo spadania kamieni jest więc duże i trzeba to brać pod uwagę planując wyprawę tu. Mamy jednak wrażenie, że nawet kask by nic nie dał w przypadku kontaktu z tym zawodnikiem… Trzeba być po prostu czujnym.
Po około godzinie od wejścia kanion się rozszerza i szlak prowadzi po głazach w górę. Raz błądzimy i musimy zejść. Po drodze robimy przystanek obok wraku naczepy ciężarówki… Mijamy też całe stado dzikich kóz.





O godzinie 15 wychodzimy z wąwozu. Przed nami roztaczają się piękne widoki na okoliczne wzgórza i pola. Są nawet ławeczki, na których chwilę odpoczywamy.




Górą wąwozu w stronę morza
Przez chwilę nawet rozważamy czy nie wracać tą samą drogą, bo wąwóz nas zachwycił, ze względu na przygodę z głazem decydujemy się jednak pójść górą. I okazuje się to bardzo dobrym pomysłem. Z góry, oprócz wspaniałych widoków, można ocenić jak głęboki jest to kanion.





Idziemy wzdłuż granicy wąwozu, wśród niskiej roślinności, co jakiś czas zbliżając się bezpiecznie do krawędzi i zaglądając do środka. Mijamy ciekawe formacje skalne a z daleka widać już morze.







Przy parkingu musimy trochę przeskoczyć przez krzaki ale potem kierujemy się już drogą bezpośrednio w stronę morza.

Morze jest dzikie i wzburzone. Wiatr szalony. Ale to dobrze bo owiewa z nas trochę trudy i przygody z wąwozu. Wyskakujemy z naszych sandałów (tak, wszyscy przeszliśmy wąwóz w sandałach trekkingowych – było to w zupełności wystarczające, a nawet wskazane, ze względu na wylądowanie w wodzie parę razy) i obmywamy stopy w przyjemnie chłodnej wodzie.

O godzinie 17 docieramy do przepięknej White River Beach – malowniczej, niewielkiej plaży z gigantyczną, białą pionową skałą przy niej, o którą rozbijają się fale.








Plażę obchodzimy zawijasem i po drodze napotykamy White River Beach Café. Zatrzymujemy się na chłodne napoje i lody. Ale musimy lecieć dalej. Podziwiamy po drodze cały czas szalejące morze obmywające skały.




O 18:30 meldujemy się w miejscu, w którym zostawił nas autobus. Ostatni transport mamy o godzinie 20, więc wskakujemy do Sunset Family Taverna i zamawiamy pyszne lokalne jedzenie. Ale zgłodnieliśmy!


W promieniach zachodzącego słońca ruszamy autobusem w drogę powrotną do Pafos. Do apartamentu doczłapujemy o 21:30 i padamy ledwo żywi. Ależ to był dzień!
Dzień 3 | Skała Afrodyty
Dzisiaj kolejna atrakcja, z której słynie Cypr. O 10:40 wskakujemy w autobus i po 40 minutach wysiadamy przy Skale Afrodyty. Na miejscu jest duży parking, kafejka i sklepik z pamiątkami oraz tzw. „bezpieczne przejście” pod drogą, które okazuje się być tunelem szerokim na 1 m i wysokim na 2 m… Przez wąskie przejście wychodzi się od razu na spektakularny widok na skały wynurzające się z morza.




Na miejscu jest sporo turystów, pogoda piękna, chociaż wieje. Wdrapujemy się na skałę i podziwiamy okolicę z góry.




Z góry widać także serca i napisy ułożone z kamyczków. Schodzimy i idziemy kawałek dalej, wzdłuż plaży.






Kolorowe otoczaki są wszędzie. Parę zabieramy ze sobą.



Idziemy dalej. Jesteśmy już zupełnie sami. Duża część trasy wiedzie wzdłuż kamienistej plaży, jednak potem musimy wejść pod górę bo wybrzeże się wznosi i przy samym brzegu nie da się przejść. Mijamy miejsca spacerowe, place wypoczynkowe, punkty widokowe z ławeczkami. Cały czas jesteśmy smagani słońcem i bryzą znad morza.



Przechodzimy tak 11 km. Około 15:20 schodzimy na drogę i szukamy miejsca, w którym powinien znajdować się przystanek autobusowy. Jest! I rzeczywiście za parę minut przyjeżdża autobus.


Jesteśmy padnięci. Idziemy na sjestę do apartamentu. Wieczorem wychodzimy na spacer i kolację. Po drodze oglądamy ruiny kościoła Agia Kyriaki Chrysopolitissa z XIII wieku z kolorowymi mozaikami na posadzce. Kolację jemy w restauracji Ouzeri, przy stoliku na tarasie z widokiem na morze.


Dzień 4 | Pafos
To nasz ostatni dzień na Cyprze. Postanawiamy spędzić go kulturalnie – na zwiedzaniu stanowiska archeologicznego Nea Pafos. Wymeldowujemy się z mieszkania, kupujemy bilety, plecaki zostawiamy u obsługi.

Cały kompleks archeologiczny jest olbrzymi. Obejmuje ruiny starożytnego greckiego i rzymskiego miasta. Na pierwszy rzut oka nie robi dobrego wrażenia – wydaje nam się, że niewiele z niego zostało. Zagłębiamy się jednak w mapkę i próbujemy jakoś ogarnąć tą przestrzeń.



Największe wrażenie robi na nas Dom Dionizosa z zachowanymi pięknymi mozaikami w zadaszonym pawilonie oraz Zamek 40 kolumn z zachowanymi kamiennymi łukami.






Kończymy o 13:30. Jest chyba z milion stopni. Idziemy jeszcze na sam cypelek zwiedzić Zamek w Pafos.





Jemy jeszcze ostatni, należycie pyszny, posiłek w jednej z knajpek na promenadzie i autobusem podjeżdżamy na główny terminal autobusowy skąd po 16 odjeżdżamy do Larnaki.
W Larnace rozprostowujemy jeszcze nogi na plaży Finikoudes. W promieniach zachodzącego słońca żegnamy się z Cyprem. Kupujemy pamiątki, jemy lody. Nocnym samolotem wracamy do domu.



