Neapol i Pompeje – zimowy city break w sercu Kampanii.
Wrocław – Neapol – Castel Nuovo – Piazza del Plebiscito – Pompeje – Palazzo Venezia – Via San Gregorio Armeno – Complesso Monumentale San Lorenzo Maggiore – Neapoli Sotterranea – Wrocław
czas: 4 dni
termin: 28.01.2019 – 01.02.2019
Neapol – miasto u stóp wulkanu i miejsce narodzin pizzy. Co jeszcze? Sprawdzamy! Zachęceni udaną wyprawą do Maroka sprzed dwóch lat w zimie, postanawiamy tym razem skoczyć na czterodniowy city break do Neapolu w trakcie ferii zimowych. Nocleg rezerwujemy w jednym miejscu, w samym sercu starego miasta – niewielkie ale urocze mieszkanko z antresolą w starej kamienicy z piękną klatką schodową. Polecamy gorąco – Monastero Flat
Dzień 1 | Neapol


Lądujemy w południe. Gorąca w sezonie letnim Italia wita nas nieco ponurą aurą i lekkim deszczem ale przecież przybywamy ze styczniowej Polski, jesteśmy przygotowani 🙂



Docieramy do wynajętego przez nas mieszkanka, gdzie miła właścicielka krótko i zwięźle wyjaśnia nam wszystko co trzeba. Dzieciaki przez chwilę cieszą się antresolą po czym ruszamy na pierwszy obchód miasta.




Zagłębiamy się w wąskie uliczki, otoczone nieproporcjonalnie wysokimi kamienicami. Budzi to nieco przytłaczające odczucia, jednak widoczna wyraźnie obecność lokalnych mieszkańców, zapach espresso z knajpek na każdym kroku, przewieszone między kamienicami pranie humanizują po chwili tą przestrzeń. Zatrzymujemy się w barze, w jednej z bocznych uliczek. Wśród tłumu miejscowych zamawiamy na wynos pierwsze arancini – kuliki ryżowe z mięsnym ale także warzywno-serowym nadzieniem. Dostajemy gorące, dopiero co usmażone, pachnące kulki i delektujemy się nowym smakiem.



Idziemy w stronę portu, podziwiamy monumentalny Castel Nuovo oraz Piazza del Plebiscito ze spektakularną kolumnadą. Wędrujemy wzdłuż wybrzeża, przyglądając się rybackim łodziom. Z oddali, lekko zamglony i zachmurzony, wyłania się Wezuwiusz.



Gdy zapada zmrok, bary się zamykają a ulice pustoszeją, poddajemy się temu rytmowi. Po drodze do mieszkania zachwycamy się piękną klatką schodową i widokiem z jej okien na wieżę kompleksu di Santa Chiara.





Dzień 2 | Pompeje
Rano wita nas piękne słońce wpadające przez portfenetrowe drzwi. Wyskakujemy z łóżek, wcinamy pierwsze śniadanie i w drogę. Dzisiaj Pompeje – bardzo jesteśmy ciekawi jak wygląda to miejsce. Starsze dziecko przerabiało ten temat właśnie w szkole więc wycieczka bardzo na czasie! Po drodze na kolejkę podmiejską wpadamy oczywiście na kawkę i ciasteczko – temu nie można się tutaj oprzeć 🙂


W południe docieramy na miejsce. Kolejka jest zatłoczona, trochę rozklekotana i powolna ale za to przez okno można podziwiać całe spektrum, ciągnących się w nieskończoność, podmiejskich widoków.




Pompeje
Pompeje robią na nas ogromne wrażenie. Dopiero na żywo można poczuć jak duże było to miasto, jak regularnie zaplanowane i jak dobrze zostało zachowane.



Pogoda się psuje, zwiedzających coraz mniej, więc momentami przechadzamy się ulicami tego starożytnego miasta zupełnie sami.








I w końcu zaczyna lać… Spektakularnie mokniemy skacząc samotnie po kamieniach, wyznaczających starożytne przejścia dla pieszych.


Możliwość zwiedzania tego niezwykłego miasta w zupełnym odosobnieniu, bez tłumów, które są tu w sezonie i przy ładnej pogodzie, na długo zapada nam jednak w pamięci. W późniejszych podróżach często korzystamy z takich sytuacji aby pobyć w popularnych miejscach tylko we czwórkę. Przemoczeni, zaśnieżeni ale pełni niezapomnianych wrażeń!
W Pompejach spędzamy około 4 godzin. Jesteśmy zadowoleni ale trochę zmęczeni. Wysychamy w drodze powrotnej do centrum Neapolu. Zaglądamy do kościoła, jemy frytki z cukinii i pizzę z okienka, składaną w trójkąt. Potem podglądamy trochę wieczorne życie miasta i idziemy spać.






Dzień 3 | Via San Gregorio Armeno
Dzisiaj mieliśmy eksplorować najsłynniejszy na świecie wulkan ale niestety, ze względu na ulewne deszcze, które podmyły drogę, Wezuwiusz jest niedostępny. Smuteczek jest wielki ale ta pora roku ma też swoje minusy w postaci takich niespodzianek. No nic. Będzie pretekst, żeby przyjechać tu jeszcze raz!
Ruszamy zatem w miasto. Zaczynamy oczywiście od kawy i obserwujemy z zaciekawieniem miejscowe zwyczaje. Kawę z mlekiem robi zwykły pracownik ale do espresso przychodzi „Maestro dell’Espresso” i czeka aż pacjent zażyje po czym pyta o wrażenia. To dopiero folklor! Dodatkowo po wąskich uliczkach co rusz śmigają kelnerzy z tacami z espresso właśnie, które zanoszą do mieszkań lub apartamentów. Czyli szanujący się Neapolitańczyk nie robi sobie sam kawy w domu – on ją zamawia w ulubionej kawiarni i jak sobie życzy to mu przynoszą! Dla nich norma, dla człowieka z kraju, gdzie kawa to parzącha, folklor do kwadratu 🙂






Via San Gregorio Armeno – Neapol w skali mikro
Zaglądamy do Palazzo Venezia z przepięknym ogrodem na patio. Dochodzimy do słynnej z rzemieślniczych szopek Via San Gregorio Armeno. I rzeczywiście, cała ulica zastawiona jest stoiskami sprzedającymi figurki i elementy szopek. Są tu zarówno postacie jak i stoły z jedzeniem, stoiska z wyrobami oraz oczywiście pizza – wszystko w mikro skali. Przeurocze po prostu! Dzieciaków nie można stamtąd wyciągnąć, oczywiście chcą kupić wszystko.










Na końcu Via San Gregorio Armeno wchodzimy do Complesso Monumentale San Lorenzo Maggiore. Znajduje się tu przepiękny kapitularz z bogato dekorowanymi sklepieniami krzyżowymi oraz gotycka bazylika. Zwiedzamy też tajemnicze podziemia z pozostałościami starożytnego Forum Neapolis.






Uliczkami starego miasta dochodzimy do stacji kolejki linowo-terenowej. Tym przedziwnym wehikułem – to kolejka, która jedzie ostro pod górę, częściowo na powietrzu, częściowo w tunelu – docieramy na wzgórze z Zamkiem Sant’Elmo. Plan zwiedzania musimy jednak odłożyć na następny dzień, ponieważ zaczyna znowu ostro padać. Na pocieszenie zamawiamy wino i ciastka w kawiarni na wzgórzu z pięknym panoramicznym widokiem.






Późnym popołudniem wciskamy się do jednej z zatłoczonych trattorii. Dzisiaj uczyta! Energiczny właściciel zaprasza nas do stolika, przynosi winko i proponuje dania. W środku jest gwarno i ciasno ale bardzo przyjemnie. Na stole po chwili pojawia się chrupiąca bruschetta, spaghetti i oczywiście gnocchi zatopione w pomidorowym sosie – włoska klasyka. Wszystko jest świeże i pyszne. Ach, ta Italia!




Jesteśmy tak objedzeni, że człapiemy prosto do łóżka 🙂


Dzień 4 | Zamek Sant’Elmo
Przed południem wracamy na wzgórze z Zamkiem Sant’Elmo, żeby zdążyć przed deszczem i chociaż z daleka spojrzeć na Wezuwiusza i panoramę Neapolu u jego stóp. Udaje się!

Jak na dłoni widać ośnieżony szczyt Wezuwiusza a także cały Neapol z główną arterią starego miasta o długości prawie 2 km, która wygląda jak wycięta żyletką.





Obchodzimy dookoła mury XIV wiecznej twierdzy. Jest dość pusto i tajemniczo. Widoki tym bardziej nas zachwycają.






Z zamku schodzimy do stacji metra Toledo – znanej ze swojego ciekawego wnętrza wyłożonego drobną mozaiką w białym i niebieskim kolorze. Wskakujemy do artystycznej linii nr 1 i podjeżdżamy dwa przystanki. Metro zaliczone!


Czas na street food, który w Neapolu śmiało można nazwać sztuką. Wpadamy – po raz trzeci już chyba – do sklepiku z mozzarella di bufala, flagowego regionalnego produktu. Można tu zamówić mini sałatkę caprese na wynos. Okrąglutki jak mozzarella, przesympatyczny Włoch, kroi nam świeżutki, bielusieńki ser do pojemniczka. Dorzuca parę pomidorków koktajlowych, kilka kropli oliwy i podaje z wykałaczką. O raju, jakie to pyszne! Po przystawce, kawałek dalej, zamawiamy po kawałku pizzy i neapolitańskie krokiety ziemniaczane z ulicznego okienka. Z pełnymi brzuszkami możemy ruszać na dalsze przygody. Na początek Bazylika Św. Pawła.


Neapoli Sotterranea – Podziemny Neapol
Tuż obok znajduje się wejście do Podziemnego Neapolu – Neapoli Sotterranea. Te podziemne schrony, akwedukty a nawet amfiteatr rzymski, ukryte są głęboko pod współczesnymi ulicami Neapolu. Częściowo nawet wbudowane są w jego tkankę. Jest to niesamowita, pełna wrażeń wycieczka. Schodzimy 40 m pod ziemię, grupą z przewodnikiem. Przeciskamy się przez wąskie i niskie przejścia a także odkrywamy pozostałości amfiteatru w zaskakujących miejscach. Świetna i pouczająca przygoda, która wciąga nas tak, że nawet nie robimy zdjęć 🙂


Następnego dnia, wcześnie rano mamy już lot powrotny. Na pewno jeszcze wrócimy, przecież Wezuwiusz na nas czeka!

