Chorwacja od Splitu do Rijeki bez auta.
Wrocław – Split – Trogir – Szybenik – Park Narodowy Krka – Skradin – Zadar – Ugljan – Mali Lošinj – Pula – Rijeka – Praga – Wrocław
czas: 13 dni
termin: 04.07.2021 – 16.07.2021
Chorwacja bez auta to mało popularny pomysł, ale dla nas jedyny możliwy. Czekaliśmy zatem cierpliwie na jakieś inne możliwości dotarcia do tego ulubionego kraju Polaków. Aż tu nagle, w pierwsze po pandemii wakacje, pojawiły się aż dwie – i obie od razu postanowiliśmy wykorzystać. Linią lotniczą Wizz Air polecieliśmy do Splitu, a powrót zaplanowaliśmy pociągiem z Rijeki do Pragi. Po długim i męczącym lockdown’ie był to powiew wolności, chociaż wciąż w maseczkach…
Dzień 1 | Wrocław – Split
Samolot mamy po 15, więc tym razem nie trzeba się zrywać o świcie i po spokojnym śniadanku meldujemy się w Porcie Lotniczym Wrocław. Przed 18 lądujemy w Splicie. Chorwacja wita nas raczej pustawo, ale bardzo ciepło i przyjemnie.

Autobusem dojeżdżamy do centrum. Mamy zarezerwowany nocleg na dwie noce w Apartamencie Oko. Przed budynkiem witają nas wolno chodzące pawie! Mieszkanie okazuje się fantastyczne a przemiły właściciel robi nam szybki wykład na temat dobrych miejscówek 🙂 Ruszamy! Jest już po 19 a my jesteśmy szalenie głodni. Ale na mieście dopiero się rozkręca. Udaje nam się złapać wolny stolik w polecanej przez naszego gospodarza tawernie Fife przy przystani dla łódek. Z radością w końcu delektujemy się miejscowymi przysmakami.
Po 21 kierujemy się w stronę wzgórza Marjan aby spojrzeć na Split z góry. Okazuje się, że jest tam przyjemna knajpka z tarasem widokowym na całe miasto, gdzie miło spędzamy nasz pierwszy wieczór w Chorwacji.




Wracając do apartamentu późnym wieczorem zanurzamy się jeszcze w urocze uliczki Pałacu Dioklecjana, którego perystyl służy obecnie za scenę muzyczną, jak się później okazuje, do późnych godzin nocnych. Muzyka bowiem niesie się po całym mieście.


Dzień 2 | Split
Budzą nas bardzo dziwne odgłosy – okazuje się, że to pawie! Nasz apartament ma niewielki balkonik z pięknym widokiem na miasto i tu właśnie zjadamy pierwsze śniadanie.

Słońce pali, ale ruszamy eksplorować zaułki olbrzymiego Pałacu Dioklecjana za dnia.










Po tej dawce wrażeń dla oka nieuchronnie nadchodzi czas na plażing 🙂 Skwar z nieba leje się niemiłosierny, więc kierujemy się zacienioną alejką parku Marjan w stronę północnego wybrzeża. Zatrzymujemy się na kamienistej, ale uroczej plaży Prva Voda, położonej za mariną dla jachtów.



Nie ma tłumów, jest wydzielona bojkami bezpieczna przestrzeń do pływania i spędzamy tu beztroskie dwie godziny.




W drodze powrotnej do miasta jemy obiad w restauracji Lučica przy marinie, na przewiewnym tarasie z widokiem na jachty.
Po południu zwiedzamy Katedrę św. Duje z nietypową zewnętrzną kolumnadą.




Wchodzimy też do Split City Museum, z którego okien rozpościera się przepiękny widok na sąsiednie zabudowania pałacu.







Następnie trafiamy na wejście do podziemi Pałacu Dioklecjana i zdecydowanie chowamy się tam przed upałem. I jest to doskonały wybór. Podziemne miasto jest olbrzymie – robi niesamowite wrażenie. Monumentalne słupy, puste sale i kamienne sklepienia ciągną się w nieskończoność ale dają odczuć jak spektakularne było to założenie.





Wyjście z podziemi prowadzi bezpośrednio na deptak Riva, na którym odpoczywamy przy chłodnych napojach.
Potem zwiedzamy Jupiterov Hram – rzymską świątynię poświęconą Jowiszowi z III w.






Po tym dniu pełnym wrażeń i wysokiej temperatury lądujemy w mieszkaniu już o 20, zachód słońca podziwiając z balkonu.
Dzień 3 | Trogir – Szybenik
Żegnamy się ze Splitem i po 10 wsiadamy w autobus do Trogiru. Po godzinie jesteśmy już na miejscu. Trogir oczarowuje nas swoim pięknem!






Przepiękne, wąskie uliczki, kamienne chodniki i domy, ale też malowniczo rozwieszone pranie, dużo bujnej zieleni a na każdym rogu knajpka. Taka Chorwacja w pigułce. Ze względu na post pandemiczne ograniczenia mamy też szczęście do niewielkiej liczby turystów. W zasadzie jest nawet pustawo co dodatkowo podbija wrażenie zachwytu!
Zwiedzamy także misternie zdobioną romańsko-gotycką katedrę z XIII w.





Po obejściu całego starego miasta wzdłuż i wszerz, zasiadamy w jednej z restauracji na uroczym, zacienionym patio.





Ale to nie koniec wrażeń na dziś! Po południu opuszczamy Trogir i podziwiając przez okno autobusu skąpane w słońcu wybrzeże, jedziemy do Szybenika.
Szybenik
Po godzinie jesteśmy na miejscu. Pieszo dochodzimy do wynajętego apartamentu. Jest już 19, ale z okna mieszkania kusząco połyskują do nas chłodne wody Adriatyku. Dzieci nie trzeba namawiać, więc łapiemy ręczniki i zbiegamy na plażę. Odpoczywając i ciesząc się chłodną kąpielą obserwujemy panoramę Szybenika w promieniach zachodzącego słońca.



Dzień 4 | Park Narodowy Krka – Skradin
Autobusem o 9 rano udajemy się do Parku Narodowego Krka. W autobusie, oprócz nas, jest tylko jeden pan z plecakiem i paru lokalsów 🙂 To cały czas mało popularna forma podróżowania po Chorwacji. Większość turystów przyjeżdża jednak do parku samochodami lub z zorganizowanymi wycieczkami. Bilety kupujemy na miejscu chociaż okazuje się, że przez internet byłoby taniej. Bilet obejmuje zwiedzanie parku oraz rejs statkiem do Skradina. Wypijamy jeszcze na miejscu dość niedobrą kawę i ruszamy polną ścieżką.

Po jakimś czasie ścieżka wchodzi do przyjemnie zacienionego parku. Pojawiają się drewniane podesty i pomosty, szum wody, różne owady, ptaki, ryby, roślinność.







Po niedługim czasie dochodzimy do głównej atrakcji parku – wodospadu Skradinski Buk. Najpierw widać go z góry, potem schodzimy na charakterystyczną kładkę, z której można podziwiać go w pełnej okazałości.






Jeszcze do niedawna można było się kąpać w wodach spływających z wodospadu. Na szczęście już jest to zakazane i można cieszyć oko naturalnymi widokami, chociaż na kładce jest raczej tłoczno…







Powoli kierujemy się w stronę miejsca, z którego odpływa prom do Skradina i po 13 jesteśmy już na pokładzie. Rejs jest przyjemny, chłodna bryza pozwala odpocząć po intensywnym spacerze a widoki też ładne.

Skradin
W Skradinie znajdujemy szybko przytulną restaurację z ładnym patio i zamawiamy obiad. Smakuje wspaniale. Posileni chodzimy jeszcze trochę po tym uroczym miasteczku. Prawdopodobnie dość nietypowo pustym jak na tą porę roku.




Wspinamy się resztką sił na twierdzę Utvrda Turina, skąd rozpościera się wspaniały widok na okolicę.



O 17 wsiadamy w ostatni autobus do Szybenika. Po przyjeździe jesteśmy tak wykończeni, że już musimy odpuścić dalsze zwiedzanie. Przechodzimy jedynie przez stare miasto podziwiając z cienia piękną kamienną architekturę i przed 19 lądujemy w naszym apartamencie.


Dzień 5 | Szybenik – Zadar
Przed odjazdem wpadamy jeszcze na kawę na starym mieście w Szybeniku i o 13 wysiadamy z autobusu w Zadarze.


Tym razem zaczynamy od plaży, ponieważ przechodzimy obok niej w drodze do apartamentu. Jest gorąco a nigdzie się nie śpieszymy więc spędzamy na Plaży Kolovare prawie trzy godziny. Młodzież gra tu w piłkę siatkową, jest bar i przyjemna atmosfera.

Po południu meldujemy się w apartamencie na starym mieście i wieczorem idziemy podziwiać zachód słońca na deptak ze słynnymi Organami Morskimi.


Organy rzeczywiście są niezwykłe – wpływająca do nich morska woda wydaje różne dźwięki tworząc specyficzną, ale przyjemną dla ucha, delikatną muzykę.



Po spektakularnym zachodzie słońca i koncercie organowym idziemy jeszcze na wieczorne lody.
Dzień 6 | Ugljan
Dzisiaj postanawiamy spędzić czas na wyspie Ugljan. Wskakujemy w prom Jadrolinija do Preko i o 12 pijemy już kawkę w barze Čoko Roko w marinie na wyspie.


Jest gorąco, sennie i pustawo. Mimo lekkich wątpliwości, związanych z czekającym nas skwarem, decydujemy się na wejście na wzgórze, na którym stoją pozostałości bizantyjskiego fortu Sveti Mihovil.

Początkowe podejście jest łagodne. Mijamy lokalne, proste zabudowania otoczone bujnymi krzakami rozmarynu i szałwii. Już po chwili pięknie widać całą wioskę Preko z góry z panoramą Zadaru i pasma górskiego Velebit w tle.


Następnie droga prowadzi wzdłuż upraw oliwek. Niezwykły to widok – na zupełnie suchych polach, wśród głazów i kamieni, na nierównych zboczach, rosną piękne, pokręcone drzewka z zieloniutkimi listkami i owocami.

Są też kolorowe polne kwiaty, przepiękne motyle, dojrzewające figi i ogromne szyszki.



Mijamy też okrągłe budowle z kamieni służące, jak sądzimy, do schronienia się przed palącym słońcem w czasie zbiorów oliwek. Bo cienia tu nie ma prawie w ogóle, co zaczynamy odczuwać coraz mocniej. Jedyne zadaszenie jakie spotykamy po drodze jest jak zbawienie i dłuższą chwilę pod nim odpoczywamy.


Na szlaku, oprócz nas, nie ma zupełnie nikogo. Jak zwykle – nikt nie był na tyle szalony, żeby iść tu w taką pogodę 🙂



Prze samym szczytem, mimo zmęczenia, decydujemy się jednak na ostre podejście, żeby jak najszybciej zakończyć wspinaczkę. W końcu jesteśmy.

Sam fort nie jest jakiś zachwycający, niewiele z niego zostało i dodatkowo szpecą go współczesne dobudówki. Jest też w ogóle niezabezpieczony więc musimy pilnować i siebie i dzieci. Ale widoki są spektakularne!






Jak na dłoni widać zielone zbocza wpadające do morza i okoliczne, górzyste wysepki a także całe pasmo gór Velebit w oddali.




Schodzimy, chociaż motyle nie dają nam spokoju 🙂





Zatrzymujemy się na obiad w restauracji Jardin przy marinie a potem idziemy kawałek dalej i przy Konobie Petrina znajdujemy łagodne zejście do wody. Tu odpoczywamy, obserwując, wraz z policją morską, szalejące na materacu dzieciaki i popijając chłodne napoje.


O 19 wracamy do Zadaru. Spacerujemy jeszcze trochę po mieście i kończymy pięknym zachodem słońca.



Dzień 7 | Zadar
Rano wyskakujemy po pyszne burki, z których słynie Chorwacja, do pobliskiej piekarni i po śniadanku ruszamy w miasto. Jest sobota przed południem i tłumów nie ma.





Przyjemnie spaceruje się po pustych uliczkach, obserwując jak stare miasto powoli budzi się do życia. Przypadkiem trafiamy na Muzeum Iluzji i ze względu na lejący się już z nieba żar, postanawiamy wejść do środka. I jest to dobry pomysł. Spędzamy na wygłupach, robieniu śmiesznych zdjęć i rozkminkach logicznych zagadek półtorej godziny.


Wracamy na Forum i zwiedzamy piękną romańską Katedrę św. Anastazji oraz surowy Kościół św. Donata o nietypowym okrągłym kształcie.











Po południu jednak się poddajemy i zgodnie postanawiamy udać się na sjestę do apartamentu. Po drodze zahaczamy o zamykający się już targ i kupujemy świeżą rukolę. W mieszkaniu przygotowujemy makaron a potem odpoczywamy. Dopiero wieczorem idziemy na plażę.

Dzień 8 | Zadar – Mali Lošinj
Dzisiaj kończymy naszą przygodę z Zadarem ale jeszcze decydujemy się wejść do Muzeum Archeologicznego, którego ekspozycja, mimo iż mieści się w szpetnym budynku z lat 70tych, to jest bardzo ciekawa i zaprezentowana w sposób czytelny i wciągający.
Potem zjadamy jeszcze po burku w cieniu jednego z podwórek i powolnym krokiem kierujemy się w stronę naszej kolejnej przygody.






Zmieniamy środek lokomocji i dzisiaj podróżujemy promem. Tym razem jest to prom długodystansowy. Można w nim podróżować tylko w środku, ale jest przestronnie i dość wygodnie. Po drodze jest jeden przystanek, w trakcie którego można wyjść na pokład.


Mali Lošinj
Po prawie 3 godzinach jesteśmy na miejscu – w Mali Lošinj na wyspie Lošin. Od razu nam się podoba – jest sielsko, lokalnie, małomiasteczkowo i pięknie. Idziemy od razu do zarezerwowanego apartamentu.
Wspinamy się ostro pod górę wąskimi uliczkami, schodkami i uroczymi zaułkami. Z balkonu mieszkania roztacza się wspaniały widok na całą okolicę, a szemrzenie cykad wydaje się aż nieprawdopodobne.



Po sytej kolacji, wieczór kończymy tańcami na ryneczku przy marinie.
Dzień 9 | Mali Lošinj – Pula
Miasteczko Mali Lošinj jest znane z Muzeum Apoksyomenosa. Jest to jedyne w Europie muzeum z jednym tylko eksponatem – znalezionym w 1996 roku, w morzu w okolicy wyspy, greckim posągiem z brązu datowanym na ponad 2 tys. lat. Znalezisko jest na tyle niezwykłe, rzadkie i wspaniale zachowane, że doczekało się swojego własnego muzeum. Nasz wybór tej lokalizacji na jednodniowy postój podyktowany był możliwością zapoznania się z tą atrakcją… Niestety, jak kompletni amatorzy, przegrzani gorącym chorwackim słońcem, nie sprawdziliśmy godzin otwarcia i jakież było nasze zdziwienie i rozczarowanie, kiedy okazało się, że właśnie w poniedziałki muzeum jest nieczynne 🙁 No cóż, przyjdzie nam spotkać się z Apoksyomenosem innym razem. Po przedpołudniowej kawie idziemy topić smutki na plaży przy kawiarni Latino Beach. Jest to typowa, plażowa miejscówka z lokalem z drinkami i przekąskami. Mimo sporej ilości ludzi, udaje nam się znaleźć w miarę spokojne, lekko zacienione miejsce i na leżaczkach spędzamy kilka godzin.




Po południu wracamy do centrum nadbrzeżną ulicą Čikat z pięknie odrestaurowanymi willami z końca XIX w. i finezyjnymi lampami ulicznymi w postaci wielkich, czerwonych maków.



Naszą przygodę z Mali Lošinj kończmy pysznymi lodami w kawiarni Moby Dick przy głównym placu. Przed 19 wsiadamy na prom, kierunek – Pula!

Po drodze znowu jeden, krótki przystanek – na wyspie Unije – a punkt 22 dopływamy do Puli. Spacerem docieramy się do zarezerwowanego na dwie noce niewielkiego, ale przyjemnego apartamentu – Apartments Flanaticus.
Dzień 10 | Pula
Z apartamentu mamy 5 minut na piechotę do Łuku Sergiusza, więc w zasadzie od razu jesteśmy w „centrum wydarzeń”. Okazuje się, że w Puli spotykamy największą ilość rodaków na całej wycieczce przez Chorwację 🙂 Idziemy powolnym krokiem przez ul. Sergijevaca, odnajdując, ukrytą w podwórzu sklepu, misterną, rzymską mozaikę. Jej ekspozycja obok śmietników budzi mieszane uczucia, ale samą mozaikę zdecydowanie warto zobaczyć.
Kawałek dalej znajduje się kolejna ukryta atrakcja – Agrippina’s House – stanowisko archeologiczne z ruinami zabudowań sprzed 3 tys. lat. Położone w podwórku i gęsto obudowane współczesnymi budynkami z każdej strony, kiedyś było częścią antycznego forum romanum. Oba te miejsca warto zobaczyć, bo ze względu na nietypowe usytuowanie, sprawiają wrażenie jakby się je odkrywało samemu.


Docieramy do Forum, na którym zwiedzamy Świątynię Augusta i przyglądamy się budynkowi Ratusza oraz okolicznym kamienicom z kamienia.


Koło południa zatrzymujemy się na w jednej z knajpek na odpoczynek. Następnie mijamy fajny, miniaturowy model Puli – tu mieszkamy 🙂

A ponieważ wszystkie drogi w Puli prowadzą do Rzymskiego Amfiteatru – dochodzimy tam i my. Nie decydujemy się jednak na zwiedzanie w środku – przyglądamy mu się z zewnątrz, idąc pod górę ładną, falistą ścieżką. Można podejść bardzo blisko i podziwiać ten spektakularny, ogromny zabytek z wielu różnych stron.


Spacerujemy trochę okolicznymi uliczkami po czym decydujemy się wejść na Twierdzę.




Dobrze, że na górze jest bar z zimnymi napojami, bo w tym skwarze ledwo się doczołgaliśmy 🙂 Odpoczywamy chwilę po czym zwiedzamy twierdzę, z której rozpościera się piękny widok na całą Pulę.

Po południu jesteśmy jednak tak zmęczeni – upał jest obłędny – że wracamy na dwugodzinną sjestę do apartamentu.
Pula wieczorową porą
Wieczorem wracamy pod Amfiteatr i zwiedzamy bardzo ciekawe Muzeum Oliwy (House of Istrian Olive Oil), dokonując oczywiście zakupu „medalowej” oliwy w muzealnym sklepie. Po tej dawce solidnej wiedzy czas na kolację – wybieramy Bistro Alighieri. W ogródku, położonym na przyjemnym placu z fontanną, delektujemy się, między innymi, pysznym makaronem z truflami, z których słynie Chorwacja.




Późnym wieczorem idziemy jeszcze na wybrzeże w miejsce, z którego pięknie widać zabudowania stoczni. Okazuje się to nie lada atrakcją, szczególnie dla dzieci, bo stare dźwigi są podświetlone różnymi kolorami i z daleka wyglądają bardzo fantazyjnie. Dodatkowo z daleka idzie burza i udaje nam się uchwycić kilka błyskawic 🙂




Dzień 11 | Pula – Rijeka
Dzisiaj wyjeżdżamy z Puli, ale idziemy jeszcze na zakupy i śniadanie na historyczny rynek miejski – Gradska tržnica Pula – z miejscowymi specjałami. Kupujemy oliwy od lokalnych wytwórców, kaktusa i przyglądamy się targowemu życiu. Potem wsiadamy w autobus i jedziemy do Rijeki.



Podróż jest bardzo malownicza, bo przez prawie połowę trasy prowadzi bezpośrednio nad morzem i można podziwiać piękne widoki. Na wysokości Lovranu autobus staje jednak w ciągnącym się w nieskończoność korku. Przejeżdżamy przez nadmorskie kurorty z pięknymi, starymi willami, wąską, ewidentnie nieprzygotowaną na taki ruch turystyczny drogą. Bogato zdobione pensjonaty są czasami na wyciągnięcie ręki, morze w dole mieni się turkusem, a my, w tempie ślimaczym, ledwo posuwamy się do przodu…


Rijeka
W końcu, około 16, docieramy na miejsce. Meldujemy się w apartamencie i ruszamy na miasto. Musimy rozprostować nogi po tej długiej podroży. Wciągamy pyszne burki w lokalnej piekarni i spacerujemy trochę po centrum miasta. Na pierwszy rzut oka nie ma ono jednak typowego „chorwackiego” uroku. Kamienice są duże, część budynków raczej nowa i niezbyt ładna, miejscami dość brudno. Czuć klimat raczej przemysłowo-portowy.
Uciekamy w stronę morza. Tu trafiamy na falochron o nieprawdopodobnej długości ponad 1,5 km, który wygląda jak molo. Podoba nam się i postanawiamy dojść do końca.


Z molo widać całą panoramę Rijeki. Można także dostrzec w oddali charakterystyczny most łączący wyspę Krk z lądem.



Słońce chyli się już ku zachodowi kiedy docieramy na sam koniec, na którym jest tylko niewielka latarnia morska. Ale warto było. Wracamy. Wieczór kończymy w jednej z restauracji w porcie. Wracamy przez Piazza Adriatica, robiąc parę fotek przy ładnie podświetlonych fontannach.

Dzień 12 | Rijeka
Dzisiaj, ze względu na to, iż samo miasto niespecjalnie nam się podoba, postanawiamy wejść na Zamek Trsat, który jest nieco oddalony od ścisłego centrum. Decydujemy się także wspiąć na wzgórze zamkowe po słynnych Schodach Petara Kružicia. To 561 wotywnych schodów z kamienia, których budowa rozpoczęła się w XVI w. Ich początek jest dość ukryty, w nietypowym miejscu – na łuku rzeki Rječina, pod wiaduktem. Znaleźliśmy, ruszamy!








Wejście po Schodach Kružicia okazuje się, mimo włożonego wysiłku, niesamowitym przeżyciem. Z prawej strony przyklejone są do nich zamieszkałe domy i niewielkie kamienice, do których prowadzą od strony schodów malownicze, kute bramy albo przejścia w żywopłotach. Z lewej strony roztacza się spektakularny widok na miasto, morze i pasmo gór, im wyżej tym piękniej.

Trochę zziajani, ale pod wielkim wrażeniem, docieramy w końcu na szczyt i odpoczywamy chwilę w przyjemnym parku.



Ruszamy dalej. W drodze na Zamek mijamy niespodziewanie bardzo nowoczesny i intrygujący budynek z cegły i betonu. Okazuje się, że jest to, powstała w 2003 roku, Sala Papieża Jana Pawła II. Obiekt o przeznaczeniu religijnym jest miejscem gromadzenia się pielgrzymów. Projekt chorwackiego duetu Randić & Turato jest na wskroś nowoczesny, nawiązujący do lokalnej zabudowy kolorem i kształtem ceglanego dachu, jednak w zaskakującej formie. Bardzo nam się spodobał.





Potem doczytujemy, że Ci sami architekci zaprojektowali również Muzeum Apoksyomenosa w Mali Lošinj… teraz żałujemy jeszcze bardziej, że nie udało nam się go zwiedzić 🙁
Sala Papieża znajduje się na terenie Klasztoru Franciszkanów, którego częścią jest Kościół Najświętszej Maryi Panny Bożej w Trsat. Do Klasztoru należy także ciekawy, tarasowy ogród, na którym franciszkanie uprawiają zioła.


Zamek Trsat
Docieramy w końcu na Zamek Trsat, który wygląda fantastycznie, a jak się okazuje, że jest na nim jeszcze kawiarnia z tarasem i pięknym widokiem to poziom naszego zadowolenia osiąga szczyt!







Spędzamy tu prawie 3 godziny, pijąc chłodne napoje, chłonąc piękne widoki, chodząc po murach i odpoczywając. Zaskakuje nas panorama Rijeki i położone na wzgórzu, górującym nad starym miastem, betonowe blokowisko…



Kosmicznie wygląda nowoczesny most drogowy, przerzucony nad korytem rzeki Rječina, którego oba końce giną w tunelach. Czas jednak wracać. Tuż przy Zamku trafiamy na inne schody, niż te którymi weszliśmy. Wiją się one serpentyną stromo w dół, wśród uroczych domków i są niezwykle malownicze, a miejscami wygląda że używane tylko przez koty.




Po wyjściu z tego „tajemniczego ogrodu”, żegnani przez stada kotów, wracamy w stronę centrum. Jeszcze szybka pizza w Konoba Bracera na Korzo, w śmiesznym ogródku położonym w wąskim przejściu między kamienicami i lecimy na… pociąg!
Po drodze rzucamy jeszcze okiem na „krzywą wieżę” oraz bardzo zdobny Kościół Matki Bożej z Lourdes.




Tym razem, zamiast wrócić do kraju samolotem, wybraliśmy powrót nocnym pociągiem z Rijeki do Pragi. Udało nam się zakupić czteroosobowy przedział z kuszetkami i bardzo jesteśmy ciekawi jak będzie, bo to nasz pierwszy raz w pociągu sypialnym. Już wcześniej zlokalizowaliśmy dworzec i zostawiliśmy w przechowali bagaże, więc teraz spokojnie czekamy na nasz pojazd. Przed dworcem oglądamy jeszcze przepiękną parową lokomotywę.


Pociąg Rijeka – Praga
Po przyjeździe na peron naszego pociągu, ładujemy się do naszego przedziału. Jest niewielki, ale łóżek jest aż sześć. Środkowe łóżka są składane, tak żeby w trakcie podróży w ciągu dnia wygodnie się siedziało na dolnych kanapach. W przedziale są już przygotowane cztery sztuki zapakowanych czystych poszewek i prześcieradeł. Są też koce i poduszki. Ruszamy chwilę przed 20, z okien żegnając Rijekę. Dzieciom bardzo się podoba. Zajmują oczywiście górne łóżka, na szczęście mają niewielką barierkę chroniącą przed sturlaniem się 🙂


Po 22 zaczynają się przygotowania do noclegu. Kąpieli oczywiście nie ma w tych warunkach, pozostaje ogarnięcie tematu w czymś wielkości szafy z mikro umywalką. Część pasażerów spaceruje w dresach, część w szlafrokach, a za ścianą w ogóle nie myślą o spaniu tylko rozkręcają imprezkę 🙂 My rozkładamy środkowe łóżka i tam się kładziemy, a bagaże zostawiamy na najniższych. Przedział zamyka się od środka, co sugeruje zresztą konduktor, więc czujemy się bezpiecznie. Przed nami długa podróż – próbujemy zasnąć.
Dzień 13 | Rijeka – Praga
Spanie w pociągu okazuje się nie takie łatwe, mimo iż jesteśmy zmęczeni. Trochę trzęsie, trochę hałas, trochę twardo… Na granicy chorwacko – węgierskiej, około 3 nad ranem budzi nas pukanie do drzwi – sprawdzanie paszportów (Chorwacja nie jest jeszcze w Strefie Schengen). Wszyscy musimy pokazać zaspane twarze. Postój jest dość długi, po drodze chyba jeszcze gdzieś gubimy cenne godziny bo nad ranem okazuje się że mamy spore opóźnienie.
Około 8 rano przychodzi pani ze skromnym poczęstunkiem w cenie przejazdu – kawa i rogalik. W trakcie podróży można oczywiście kupić u niej inne rzeczy, ale okazuje się, że nasza karta Revolut tu nie działa, a nie mamy gotówki… Na szczęście mamy jeszcze ze sobą burki, wodę i soki więc nie mamy takiej potrzeby. Poranek trochę się dłuży, przysypiamy, gadamy i już od południa wypatrujemy końca. Na dworzec Praha Hlavní Nádraží wjeżdżamy po 15.

Podróż trwała ponad 19 godzin… To jednak o te parę godzin za dużo. Ale przygoda była! W Pradze mieliśmy być planowo koło południa i zdążyć jeszcze trochę się poszwendać po starym mieście, ale czasu starcza nam tylko na szybki posiłek.
O 18 ze stacji Central Bus Station Florenc odjeżdżamy FlixBusem do Wrocławia, gdzie meldujemy się po 23.
Kaktus dojechał cały i jest z nami do dziś 🙂 Podróż oceniamy wspaniale! Chorwacja jest pełna różnorodnych atrakcji – było i morze, i urocze miasteczka, i zabytki, i trochę hikingu, i niesamowite naturalne atrakcje. Chorwacka oliwa jest jedną z najlepszych na świecie (przywieźliśmy trzy i najbardziej smakowała nam ta kupiona na targu) a istryjskie trufle śnią nam się po nocach.
I, choć jest to mniej oczywiste niż np. w Gruzji, da się bez auta!
